Kolor i pigmenty w makijażu permanentnym. Pomiędzy marketingiem, wiedzą i doświadczeniem

Kolor i pigmenty w makijażu permanentnym. Pomiędzy marketingiem, wiedzą i doświadczeniem.
 

Żyjemy w świecie reklamy i marketingu. Ten świat mówi nam, co powinniśmy mieć, aby być szczęśliwym, zdrowym, i tym podobne. Branża makijażu permanentnego jest częścią tego zjawiska. Przez reklamę i marketing z trudem przebijają się rzetelna wiedza o technice, urządzeniach czy pigmentach do makijażu permanentnego. W artykule pragnę omówić problemy związane wyborem i zmianą pigmentów do makijażu w kontekście działań marketingowych dostawców pigmentów i szkoleń.

Pigmenty do makijażu permanentnegoBranża makijażu permanentnego na przestrzeni ostatnich lat rozwinęła się niesamowicie. Dostęp do szkoleń i informacji branżowej jest coraz większy, głównie dzięki mediom społecznościowym; filmy instruktażowe na YouTube, webinary internetowe, zdjęcia obrazujące efekty prac, wymiana doświadczeń w grupach tematycznych na Facebooku. 

WIEDZA „NA SITO”

Wydaje się, że wiedza jest na wyciągnięcie ręki. Dostępna tu i teraz. Mało tego, momentami zaczynamy mieć wrażenie, że jest tego wszystkiego za dużo, czujemy natłok i szum informacyjny. Jak popcorn wyskakują powiadomienia o najlepszych sprzętach, szkoleniach, pigmentach, eventach. Co wybrać? W co wierzyć? Jak się odnaleźć w tym gąszczu informacji?

Osoby, będące w branży od dłuższego czasu, potrafią „przesiać przez sito” wiadomości, którymi są zasypywane każdego dnia. Wybierają najczęściej świadomie, na podstawie własnych doświadczeń. Jeśli korzystają z zasłyszanej wiedzy, potrafią ją zweryfikować. Mają świadomość, że makijaż permanentny wymaga pokory, cierpliwości, ciągłego doskonalenia umiejętności. Są otwarte na nowości, ale też umieją kwestionować informacje, które budzą ich wątpliwości czy też nie zgadzają się z ich własną praktyką. Jak w tym świecie informacji odnajdują się osoby, które chcą dopiero rozpocząć przygodę z makijażem permanentnym?

SCHODY DO SUKCESU

Z mojego doświadczenia wynika, że makijażem permanentnym chcą zajmować się dwie grupy osób: te,które już pracują w branży kosmetycznej i idą w kierunku poszerzenia wachlarza usług, i te, które z branżą nigdy nie były związane i pragną zmienić zawód czy też nawet swoje życie. W obu przypadkach bardzo silna jest zazwyczaj myśl, że makijaż permanentny to niezwykle intratne zajęcie. Świadomość, jaką pracę należy wykonać, by znaleźć się w miejscu, kiedy ta usługa pozwoli nam na sobie zarabiać, jest mała. Niestety rynek sprzedaży szkoleń i urządzeń często podkręca to wrażenie zbliżającego się wielkimi krokami sukcesu i osoby początkujące wierzą, że podczas kilkudniowego kursu nie dosyć, że nauczą się wszystkich możliwych technik pigmentacji, kupią sprzęt, który właściwie sam wykona makijaż, to barwniki nigdy przenigdy nie sprawią im problemów.

Pigmenty do makijażu permanentnegoZakładając jednak, że nasz początkujący adept wybrał odpowiednie szkolenie, zrozumiał, że najpierw musi nauczyć się chodzić, by później biegać, nie jest możliwe, by wszedł w pracę z makijażem permanentnym bez żadnych komplikacji. Po szkoleniu podstawowym – nawet najlepszym, niewiele osób pigmentuje świadomie. Jedni radzą sobie lepiej, drudzy nieco gorzej. Sukces odnoszą jednak często z pozoru nie ci najzdolniejsi, a ci najbardziej pracowici i otwarci na własne błędy kursanci.

Mówi się, że kluczem do udanego życia jest dzisiaj sukces.Chociaż nie potrafimy zdefiniować, o jaki sukces nam chodzi, wierzymy, że jego osiągnięcie jest najważniejsze. O porażkach chcemy jak najszybciej zapomnieć. A to błąd, ponieważ to one uczą przezwyciężać słabości i wady. Dziś chcemy mieć wszystko „na już”. Od razu po szkoleniu chcemy zacząć zarabiać na makijażu permanentnym. Nie dajemy sobie czasu na zweryfikowanie umiejętności. Nasze kursantki często dziwią się, kiedy słyszą, że powinny zacząć od modelek, od zabiegów, które pozwolą im opanować ten podstawowy warsztat i zniwelować stres pojawiający się na początku pracy. Na to wszystko potrzebny jest czas. Czas, który zweryfikuje nasze błędy i pozwoli się na nich uczyć. To, że się pojawią, jest pewne jak w banku. To, co z nimi zrobimy, jest kwestią wyboru.

WINNY JEST PIGMENT
I tak, można przyjąć, że błąd, polegający na tym, że po zabiegu nie zostaje w skórze wystarczająca ilość pigmentu, jest błędem, wynikającym z braku właściwej świadomości naszej ręki, i należy pracować nad techniką albo można przyjąć, że to pigment jest głównym winowajcą zdarzenia. W pierwszym przypadku staramy się wziąć winę na siebie – wydaje się to naturalne, zważywszy na to, że dopiero zaczynamy.
W drugim przypadku winą obarczamy produkt. Jest to równie naturalne zjawisko, w psychologii nazywane egotyzmem atrybucyjnym, czyli tendencją do wyjaśniania porażek czynnikami zewnętrznymi, a sukcesów – czynnikami wewnętrznymi.

Porażkę łatwiej zneutralizować i ocenić jako nie naszą.
Jeśli sytuacja się powtarza, wykonujemy któryś makijaż z kolei i wciąż nie jesteśmy zadowoleni z efektów, zaczynamy utwierdzać się w przekonaniu, że jednak wina nie leży po naszej stronie. Linergiści wykonujący makijaże od wielu lat często przywołują swoje początki i oceniają, że świadomie zaczęły pigmentować po mniej więcej roku intensywnej pracy. Po roku obserwacji samych siebie. Po roku doskonalenia swojej techniki, która w głównej mierze odpowiedzialna jest za efekt zabiegu. Osoby początkujące, zniechęcone słabymi efektami, wolą zakładać, że winny jest pigment. Rozwiązanie to uzyskuje niestety poklask wśród sprzedawców pigmentów, którzy dziś wyskakują jak grzyby po deszczu, oferując często te same mieszanki z jednej fabryki pod różnymi etykietami, sprzedając je jako innowacje rynkowe, które mają rozwiązać wszystkie bolączki w makijażu permanentnym. Łatwiej nam uwierzyć w obietnicę rozwiązania idealnego, niż przyjąć, że pigmentowego Świętego Graala nie ma i problem jest w nas samych, a jego rozwiązanie wymaga ciężkiej pracy nad techniką i samorefleksji.

Takie założenie powoduje niestety, że wpadamy w błędne koło. Na wspomnianych grupach facebookowych coraz więcej widzi się ogłoszeń „sprzedam pakiet pigmentów – użyte tylko raz”. Najczęściej pigmentów pozbywają się nie do końca doświadczone osoby, które użyły ich zaledwie kilka razy. Niezadowolone z efektów (wynikających głównie z własnych błędów) chcą się ich pozbyć, jakby zakup nowych miał sprawić, że problemy w pigmentacji przestaną istnieć.
Pomijam już fakt higieny takich rozwiązań (nigdy nie wiadomo, co się z nimi działo w procedurze zabiegowej), ale takie skakanie z kwiatka na kwiatek nie daje szansy na obserwację. Nie jest miarodajne – co można powiedzieć o pigmentach użytych zaledwie kilka razy? Trzeba byłoby mieć pewność że:

  1. użyte zostały w sposób odpowiedni pod kątem teorii koloru (ta wciąż kuleje),
  2. znajomości samego barwnika (często brakuje takiej informacji od producentów – to, że kolor jest ładnym brązem, to stanowczo za mało),
  3. techniki pracy.

Jak wybrać odpowiednie pigmenty?

DNaturalne pigmenty makijaż permanentnyecyzja co do wyboru pigmentów, na których przyjdzie nam zacząć pracować, w dużej mierze opierać się będzie na doświadczeniu i wyborze czy wyborach szkoleniowca, który wprowadzi nas w świat makijażu permanentnego. Temu doświadczeniu warto zaufać. Na tym doświadczeniu powinniśmy polegać przez pierwsze miesiące pracy, prosząc niejednokrotnie o pomoc nasz autorytet.

Rodzaje pigmentów
Jednym z podziałów pigmentów z punktu widzenia substancji rozcieńczającej jest podział na hydrofobowe, oparte na glicerynie i hydrofilne, oparte na wodzie.

W dużym uproszczeniu powiedzieć można, że efekty pigmentacji wykonanych na pigmentach hydrofobowych są mniej kryjące. Świetnie sprawdzają się do lekkich pudrowych pigmentacji. Wydają się również idealne dla osób początkujących, które często mają jeszcze problem z perfekcyjnym kształtem. Zdecydowanie bezpieczniej jest nie nasycać nadmiernie skóry kolorem. Podczas korekty jest szansa na poprawę niedoskonałości. Mniejsze krycie pigmentów jest więc ich zaletą.

Osoby początkujące często się jednak frustrują, ponieważ efekty po wygojeniu są zbyt delikatne. Nie szukają więc winy w swojej technice, nie przyjmują do wiadomości, że muszą przerobić ileś przypadków, by pojawiła się świadomość ręki i odpowiednia praca, najprostszym rozwiązaniem wydaje się zmiana pigmentów. Jeśli skok jest w obrębie tego samego typu barwników z dużym prawdopodobieństwem nie spotka nas niespodzianka, ale jeśli skaczemy nagle na pigmenty, przykładowo tatuatorskie (a takich na rynku obecnie nie brakuje) – hydrofilne, oparte na wodzie, to nagle okazać się może, że korzystając z tej samej techniki pracy wykonamy przepigmentowaną plamę zamiast pięknie wycieniowanych brwi.

(NIE)PRZYJEMNE NIESPODZIANKI?
Skacząc dalej po różnych rozwiązaniach, okazuje się, że jest wiele zmiennych, które mogą mieć wpływ na efekty naszych prac po wygojeniu. Osoby początkujące, których technika jeszcze kuleje, nie mają szansy odnaleźć się w tym zmiennym środowisku pracy i narażone są na niepowodzenia. Częstob słyszę, że pojawia się nawet chęć porzucenia zawodu. Mimo wielu różnic wszystkie pigmenty łączy jedna wspólna cecha – by móc je stosować odpowiedzialnie, trzeba je poznać i nie ma tu drogi na skróty. Tak naprawdę o ocenie efektów zabiegowych mówić możemy, gdy wykonamy większą ilość pigmentacji (na różnych skórach) i poobserwujemy te efekty po co najmniej roku.

Oczywiście niezwykle istotna jest informacja ze strony producenta na temat samego pigmentu czy szczegółowe wskazówki dotyczące jego stosowania. Aby przekonać się, czy dany pigment spełnia nasze oczekiwania, należy najpierw mieć pewność, że odpowiednia jest nasza technika pracy, bo ta jak już kolor w makijażu permanentnympowiedzieliśmy wcześniej ma zasadniczy wpływ na jakość i efekty pigmentacji.

Reasumując, nie chcę powiedzieć, że należy być wiernym do końca życia pigmentom, z którymi zaczynaliśmy przygodę z makijażem permanentnym. Bardzo ważne jest jednak, by zwłaszcza w tych pierwszych miesiącach po zakończeniu kursu nie zmieniać ich jak przysłowiowych rękawiczek, zaufać swojemu wyborowi i pracować nad świadomością własnej ręki. Przychodzi taki moment w makijażu permanentnym, gdy zaczyna się pigmentować „uchem”. Słyszy się tę charakterystyczną wibrację i tym samym pojawia się spokój i pewność tego, co robimy. To właśnie wtedy jest potencjał do testowania innych rozwiązań, czy to dotyczących pigmentów, czy sprzętu, na którym pracujemy. Rozwój to przecież zmiana! Ale na początku pracy z makijażem permanentnym musimy rozłożyć nad sobą parasol ochronny, który pozwoli nam szlifować warsztat w niezmiennych okolicznościach.

DOBÓR KOLORU

Po pierwsze, należy zacząć od zrozumienia teorii koloru, która powinna znaleźć się w programie każdego szkolenia podstawowego. Pozwoli zrozumieć kolory i zależności pomiędzy nimi oraz powstawanie pigmentów do makijażu permanentnego. Drugi ważny temat to użycie pigmentów w skórze – zrozumienie ich budowy i odpowiedni dobór do danego odcienia skóry. Jeśli tematy nie zostały wyczerpująco poruszone na szkoleniach, należy do nich koniecznie powrócić. Dziś rynek oferuje świetne kursy, które w dostępny sposób omawiają temat kolorów. Oba powyższe zagadnienia pozwolą nam na umiejętne dobieranie barwników do makijażu permanentnego w taki sposób, by nie spotykały nas niespodzianki kolorystyczne po ich wygojeniu.koło kolorów i makijaż permanentny

Czy ta wiedza zabezpieczy nas przed zmianami pigmentów w skórze po latach? Trzeba to otwarcie powiedzieć – nie. Za te zmiany odpowiedzialna jest jakość i konstrukcja samego pigmentu, jak i biochemia naszego organizmu. Niestety w pierwszym przypadku nie ma ideału i żaden producent nie zagwarantuje nam 100% stabilności pigmentu, nie ma bowiem formuły, która jest w stanie zapanować nad zróżnicowanym metabolizowaniem w czasie cząsteczek o różnej wielkości przez nasz organizm. W przypadku reakcji na pigment naszego organizmu natomiast jest tak wiele zmiennych, że założenie stałości jest po prostu niemożliwe.

Trzecia, najważniejszy aspekt dotyczy już samej techniki pigmentacji i zaufania do wybranych pigmentów. Należy codziennie doskonalić swój warsztat i opierać się na obserwacji efektów pracy w niezmiennych warunkach – również pod kątem pigmentów. Dajmy sobie rok, po tym czasie rozpocznijmy świadome poszukiwania. Osoby podstawowe nie powinny sobie zaburzać spostrzeżeń dotyczących własnej techniki pracy. Każda zmiana pigmentu to robi. W ten sposób nie dajemy sobie szansy na realną ocenę sytuacji.

PODSUMOWANIE

Z pigmentami jest trochę, jak z pracą nad związkiem. Często obwiniamy partnera zamiast popracować nad samym sobą. Związki oparte na doświadczeniu, wzajemnym przyglądaniu się sobie, dopasowywaniu w różnych okolicznościach są najtrwalsze. Czujemy się w nich bezpiecznie. Wydaje się, że łatwiej zmienić partnera, niż budować wieloletnią relację. Czas mija, jesteśmy zmęczeni ciągłym poszukiwaniem, stoimy w punkcie wyjścia. Na taką refleksję nigdy nie jest za późno, z drugiej jednak strony, czy warto tracić czas na nieprzemyślane wybory i szukanie ideału, którego nie ma?